Dwie opiekunki … a jakże inne

W lipcu 2017 roku pisałam o dwóch starszych paniach, o różnych charakterach. Dziś piszę o dwóch opiekunkach.

Michaela ma 58 lat. Nie wiem ile czasu pracuje w branży opiekuńczej. Ale wywnioskowałam z rozmowy, że kilka lat. W naszej firmie jest to jej pierwsze zlecenie. Spotkałyśmy się, gdy przekazywałam jej dyżur i wdrażałam do pracy. U Celiny wdrażanie zaplanowane było od 10.00-12.00, czyli dwie godziny.

Michaela bardzo rozmowna. Trochę głośna. Najpierw oprowadzam ją po wszystkich pomieszczeniach. Pokazuję jej, gdzie jest kuchnia, łazienka, sypialnia, pokój gościnny, nasz pokój, taras, gdzie przy ładnej pogodzie wiesza się pranie i piwnicę, w której jest pralka podopiecznej Celiny i gdzie wiesza się pranie przy brzydkiej pogodzie.

Tłumaczę, gdzie jest plan wywozu śmieci, jak my je segregujemy i pokazuję, gdzie trzeba wystawić pojemniki ze śmieciami. W kuchni pokazuję, gdzie stoją najpotrzebniejsze sprzęty. Michaela trochę rozgadana. A ona to wie i tamto wie. A w poprzedniej firmie było tak i tak. Usiadłyśmy przy stole. Kawy pić nie chciała. Zaczynam mówić o nawykach podopiecznej, jej ostatnich dolegliwościach i widzę, że Michaela zaczyna się kręcić i oświadcza, że właściwie to podopieczna też może jej o tym wszystkim sama powiedzieć. No dobrze. Nie ma sprawy.

Pytam, czy chce zobaczyć, jak wypełnia się naszą dokumentację. U nas w firmie mamy codzienną dokumentację, kilka formularzy, które trzeba wypełnić. Dotyczą one informacji o stanie podopiecznej, o jej dolegliwościach. Wpisujemy, jakie czynności pielęgnacyjne i obowiązki wykonałyśmy danego dnia. Ale nie. Michaela nie chciała. Michaela pobiegła na taras, żeby zapalić. Przychodzi. Siada. Przyjeżdża na wózku Celina. Zaczynamy rozmowę. Okazuje się, że Celina z Michaelą szybko złapały kontakt.  Angelika, która była też raz u Celiny jest znajomą Michaliny z poprzedniej firmy. Tylko, że Michaela Angeliki nie lubi. Bo Angelika to taka i owaka. Celina właściwie dotychczas nic złego nie mówiła na Angelikę. No ale skoro zaczęły temat, to nie chciały skończyć. O 12.00 pożegnałam się, wzięłam swoją walizkę i ruszyłam do domu.

Okazało się, że Michaela długo nie popracowała. Ważnym dla Michaeli był telewizor. Kazała Celinie czekać z prysznicem, aż skończy się program „Zamieńmy się żonami”. Bo przecież to takie ciekawe. Wychodziła często na papierosa. Trochę to trwało. Celina z racji swojej choroby stwardnienia rozsianego jest bardziej nerwowa i niecierpliwa. Gdy była w łazience i potrzebowała pomocy, wołała Michalinę. Ta akurat paliła kolejnego papierosa na tarasie i nie słyszała lub gadała z koleżanką. A Celina wpadła w panikę, że zaraz upadnie i nikt jej nie pomoże. Celina jest w miarę samodzielna, ale trzeba przy niej być, asekurować ją i pomóc, gdy tego potrzebuje. Pokłóciły się. Michalina mówi, że nie da sobie „w kaszę dmuchać” i nikt jej nie będzie mówił, co ma robić a co nie. A Celina niech nie przesadza. Michalina jest teraz u innej podopiecznej. Dzwoniła do mnie, żaliła się, ale nie dała sobie nic powiedzieć. Była przekonana o swojej racji.

Poznałam też Annę. Anna ma 64 lata, ale wygląda o 10 lat młodziej. U Celiny pracowała 5 lat do grudnia ubiegłego roku. Była to jej stała podopieczna. Przeszła na emeryturę i z Celiną się pożegnała. Anna robiła mi wdrożenie do pracy. Ujęła mnie swoim spokojem, uśmiechem i życzliwością. Wytłumaczyła mi dokładnie co, gdzie jest. Powiedziała, w jakim stanie zdrowotnym jest teraz Celina. Wytłumaczyła jak wypełniać codzienną dokumentację. Byłam jej wdzięczna, bo byłam nowa w tej firmie. Anna podała mi swój numer telefonu i zaznaczyła, że jak będę miała problem, żebym śmiało dzwoniła. Anna była empatyczna, co wcale nie znaczy, że była uległa i że robiła wszystko co jej każą a ona biedna była przeciążona obowiązkami.

Anna rozumiała chorobę Celiny, znała jej objawy, czytała o niej. Wiedziała jak reaguje Celina na różne sytuacje.

Celina wyrzuca swoje emocje poprzez płacz, nieraz krzyk. Widzę, że tego potrzebuje, jest jej wtedy lżej. Nieraz jest zdenerwowana, niespokojna, chciałaby, żebyśmy zrobiły trzy rzeczy naraz. Ale nie jest zła na nas, opiekunki, ale na swoją chorobę i bezradność wobec niej. Przeczekujemy te momenty. Ona później przeprasza, przytula. Mimo tego, opiekunki zmieniają się u niej ciągle. Nie wytrzymują. Reagują agresywnie i odchodzą albo Celina z nich rezygnuje. Po Annie firma nie może znaleźć następczyni.

Kiedy osoby starsze z demencją chodzą częściej po domu, są bardziej aktywne, chcą wychodzić z domu bez opiekunki, są bardziej ruchliwe, przekładają rzeczy z jednego miejsca na drugie, później je szukają, zabezpieczmy drzwi wejściowe i balkonowe, schowajmy leki w wiadomym miejscu, ale tak, by podopieczny nie miał do nich dostępu, usuńmy przedmioty, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie, umieśćmy napisy ułatwiające podopiecznemu orientację w domu, przestawmy meble o ostrych krawędziach bliżej ściany. To wszystko możemy zrobić w porozumieniu z naszą firmą lub z pomocą rodziny. Jeżeli stan podopiecznego jest poważny i pogarsza się zaproponujmy częstsze zmiany, dłuższe przerwy, porozmawiajmy o tym. A nie wydzwaniajmy na „miłość boską” do wszystkich koleżanek i nie mówmy, jak to mamy źle, jaka ta nasza podopieczna jest okropna i rzucamy inwektywami.

Mam wrażenie, że opiekunki muszą codziennie ponarzekać, poużalać się nad sobą i jest im lżej. Też jakby tego potrzebowały. A jak słyszę: „Ja im pokażę, kto tu rządzi” lub „Pokażę jej, kto tu jest panią domu”, to mam ciarki na plecach.

Ja też kiedyś użalałam się nad sobą, teraz poużalam się w duchu krótko i później w czasie wolnym ubieram się w dres i lecę na „przebieżkę” lub biorę książkę i czytając się wyłączam. Dużo czytam o objawach chorób moich podopiecznych i sposobach postępowania. Rozmawiam z takimi osobami jak Anna. Pomaga mi to w mojej pracy.

Nie godzę się na wszystko.

„W empatii dla siebie zawierają się także nasze granice i niezgoda na ich naruszanie. Przez siebie i przez innych”, czytam na blogu „Manufaktura radości”.

Miałam sytuację, w której mąż podopiecznej bardzo dużo palił słabej jakości papierosy. Palił jednego za drugim. Ja nie palę. Przeszkadzało mi to i źle się czułam. Wiem, jakie konsekwencje przynosi przebywanie w zadymionym pomieszczeniu kilka godzin dziennie. Porozmawiałam z podopieczną i poprosiłam, by mąż wychodził na balkon lub, by palił w tzw. „biurze”, którego mało używamy. Ona stwierdziła, że to jej mieszkanie i męża i mąż musi czuć się swobodnie w swoim domu. Ok. Porozmawiałam z firmą, firma rozmawiała z podopieczną i jej mężem. Sytuacja się nie zmieniła. Poprosiłam o zmianę podopiecznej. Nie było problemu. Po dwóch miesiącach i tak mąż musiał wychodzić na balkon, bo żadna z opiekunek nie chciała tam pracować.

Miałam bardzo dużo sytuacji i mam, w których rozmowa najczęściej rozwiązuje problemy. Też nieraz muszę konkretnie powiedzieć „Nie, na to się nie zgodzę” lub „Nie godzę”, „To nie należy do moich obowiązków”.

Bliżej mi do Anny w swojej pracy. Anna mimo długoletniej pracy w naszej branży to fajna, spokojna, pomocna, życzliwa dziewczyna, teraz uwielbiana przez wnuki.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *