Dwie panie … a jakże inne.

Piękny słoneczny dzień, a ja dziś pracuję. Mam dyżur u dwóch starszych pań, które mieszkają w jednym bloku. Pani Zimmer ma 83 lata, a pani Becker lat 90.

Idę z koleżanką,wdraża mnie do pracy u pani Zimmer. Dzwonimy, nikt nie odpowiada, mamy klucze, same otwieramy drzwi. Pani Zimmer przy pierwszym spotkaniu: „Co znowu nowa osoba? Nie, nie chcę, zaraz dzwonię do firmy”.

Świetny początek…

Jest sobota, biuro firmy nieczynne. A ja tylko wdrażam się do pracy u tej pani, bo koleżanki chorują, trzeba od czasu do czasu je zastąpić.

Pani Zimmer z urządzeniem ułatwiającym oddychanie. Pani okrągła, duża. Wita nas w łóżku.

Ale nic, obserwuję pracę koleżanki, bo ta nie pozwala mi nic zrobić. „Prycha i prycha. To źle i tamto niedobrze”. Lekarze źle leczą, dzieci się nie interesują, asystentki nie takie. Pot po tyłku kapie, bo w 2 godziny trzeba panią umyć, nałożyć kompresy na poszczególne miejsca ciała, nakremować, pomóc ubrać, zrobić śniadanie i na ile się da, posprzątać.

Pani chodzi samodzielnie, mogłaby zrobić wiele sama. Ale nie chce. Kasa chorych płaci, ona korzysta. Nie chodzi o to, że „wykorzystuje Polki”, bo niektórzy mogliby tak pomyśleć. Jestem jedną z nielicznych Polek w firmie, są jeszcze Turczynki i Litwinka. Większość to Niemki.

Z ulgą żegnamy panią Zimmer. Mówi, że nie planuje nic na weekend. A w poniedziałek idzie znów do szpitala. Problemy z sercem, ciśnieniem. Dyżur mi wypadnie. Uff.

Idę do pani Becker. Uff, jak dobrze. Pani Becker samodzielnie otwiera mi drzwi. Uśmiecha się, malutka, nieco okrąglejsza. Długie siwe włosy, zawiązane w kok. Posługuje się rolatorem, ma problemy z chodzeniem. Widać, że chodzenie sprawia jej ból. Ale daje sobie radę, krok za krokiem, idziemy do łazienki. Mówi, że w większości umyła się sama powolutku, bo kości ją strasznie bolą. Chce, żeby umyć jej tylko plecy i pokremować ciało. Opowiada o dzieciach i wnukach. Cieszy się, że tak dobrze sobie radzą.

Idziemy do dużego pokoju. Pani Zimmer mieszka na 9 piętrze (jest winda), z jej pokoju piękny widok na wzgórze i las. Przystajemy, patrzymy, uśmiechamy się. Cisza i spokój. W mieszkaniu skromnie, ale czyściutko. Opowiada o swoim mężu. Łza kręci się w oku.

Opuszczam mieszkanie życząc jej miłego weekendu. Po południu mają ją odwiedzić wnuki. Tęknię za spotkaniem z nią następnym razem. Lubię kontakt z ludźmi, ze starszymi również. Lubię, jak opowiadają mi o swoim życiu. O tym, czego żałują, z czego się cieszą. A ona jeszcze wciąż wynajduje mi nowe słowa po niemiecku a później odpytuje :).

Już wiem, jaką chcę być na jesieni mojego życia. Uśmiecham się.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *