Jakaś depresja … ?

Jest początek września 2006 roku. Dzieci mają pierwszy dzień nowego roku szkolnego, a ja nie mam siły wstać. Wstaję z ociąganiem zmęczona. Znów zmęczona. Przecież niedawno miałam urlop. Szykuję siebie, dzieci i wychodzę. Czuję, że nie ma siły, dzień pochmurny, lęk i niespokojne myśli. Jak dziś poradzę sobie w pracy? Tyle obowiązków, a ja czuję, że już nie wykrzeszę z siebie sił. Córka idzie w swoją stronę do szkoły, a ja odprowadzam syna do przedszkola. Czuję, że w przedszkolu jest mi duszno. Marzę o tym, by jak najszybciej wyjść, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Wychodzę, oddycham głęboko … .

Kieruję się do pracy i ….. czuję, że dziś nie dam rady. Czuję się przezroczysta, niewidzialna …, łzy ciekną mi po policzkach …, bo ja dziś już nie dam rady. „Czy ktoś mi pomoże?”. To zdanie z mojego pamiętnika, które wypisałam kilkadziesiąt razy jedno pod drugim.

Zamiast do pracy postanawiam iść zarejestrować się do lekarza. Może kilka dni zwolnienia pomoże mi odzyskać siły.

To był mój pierwszy epizod depresji. Na zwolnieniu lekarskim byłam wtedy dwa miesiące. Brałam leki. Po dwóch miesiącach poszłam do pracy. Względnie odzyskałam siły. Epizod powtórzył się jeszcze dwa razy. Po zwolnieniach i lekach wracałam do pracy. Funkcjonowałam, ale w roku ogólnie 3 m-ce czułam się dobrze, miałam chęć do życia, tworzenia, działania, wewnętrznego uśmiechu, a resztę to tak tylko trwałam. Ogólnie byłam uśmiechnięta, ale wewnątrz walczyłam z sobą. Praca była dla mnie stresowa, dodatkowo dorabiałam w weekendy, by spłacać kredyt a jeszcze musiałam kończyć dodatkowe studia podyplomowe. Bo ktoś w kuratorium stwierdził, że nie mam wystarczających kwalifikacji do nauczanego przedmiotu. Jak na złość od teraz te studia nie trwają rok, ale półtora roku. O, szlag …

Dużo obowiązków w domu i w pracy. Stres i zmęczenie, brak sił. Biegnę.

Szukałam przyczyny gorszego samopoczucia. Po trzech latach przez koleżankę koleżanki trafiłam do psychoterapeuty. Ten mnie wysłuchał i polecił, bym zbadała tarczycę. Zbadałam. Normalne badanie TSH wykazało dużą nadczynność tarczycy. A lekarz się dziwi widząc wynik „ To pani jeszcze chodzi?”. Szpital. Guzek. Powiązane ze sobą dwie choroby tarczycy. Leczenie jodem. Jak to się stało, że byłam u tylu lekarzy, od rodzinnego począwszy do psychiatry i nikt nie wskazał, bym zbadała sobie tarczycę. Dlaczego ja się nie domyśliłam, czytając tyle różnych informacji o depresji w internecie i w książkach?

Moja depresja mogła być spowodowana nadczynnością tarczycy. Tarczyca reaguje na stres. A ja prowadziłam „biegnący” tryb życia. O tym piszę tu.

To był początek zmian i czas „Poszukiwania siebie”. Odeszłam z pracy z umową na czas nieokreślony (dla niektórych było to niepojęte :)) Znalazłam inną, pracę opiekunki w Niemczech. Co prawda, poniżej moich kwalifikacji, ale pracę, którą lubię. Już nie przejmuję się opinią innych, biegam systematycznie najczęściej rano, mam czas na czytanie, dobry film, wyciszenie, spacer.

Oczywiście, praca opiekunki też nie jest „różowa”. Ale dla mnie jest to najlepsza praca, którą wykonywałam. A nie, dorabiałam sobie kiedyś na wychowawczym w sklepie-drogerii i w sklepie spożywczym. Też mi się podobało. Czyli w pracach fizycznych czuję się dobrze. Po cholerę kończyłam studia? 🙂

Jeszcze długo czułam lęk przed nawrotem depresji. Nigdy nie zapomnę, gdy po zmywaniu naczyń, musiałam się natychmiast położyć, bo zmęczenie nie pozwalało mi dalej funkcjonować.

Problem z tarczycą pojawił się znów. Miałam ostatnimi czasy bardzo stresujące miesiące wynikające z problemów osobistych. Niestety, praca opiekunki w Niemczech, ma swoje minusy, nie ma nas w domu przez dłuższy czas, potem jesteśmy na nowo przez dłuższy czas, no a nasi mężowie, partnerzy, różnie do tego podchodzą i różnie reagują. Poukładaliśmy sobie wszystko, choć było już nieciekawie, ale moja tarczyca znów źle funkcjonuje. TSH jest w normie, ale inne dokładniejsze badania wskazują na nieprawidłowość. Odczuwam skutki tej nieprawidłości, ale pracuję i się leczę. Postawiłam też tym razem na odżywianie. Już wiem, jak reagować, co robić, by nie wpaść w stan depresji.

Poznaję wielu podopiecznych i wielu z nich cierpi na depresję. Opiekunki też cierpią na tę chorobę.

Jest jesień. Jest szaro i ponuro, depresyjnie. Pilnujmy się, opiekunowie i opiekunki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *