Niedziela nie zawsze jest niedzielą u naszych podopiecznych

 

 

 

 

„W rodzinie Zagórskich celebrowano weekendy. Helena, gdy przeszła na emeryturę, starała się tak planować tydzień, by nie zostawiać sprzątania na koniec tygodnia (…). W sobotę piekło się ciasta i zwykle w domu pięknie pachniało (..) W końcu była niedziela. Czas dla rodziny. Na rozmowę, podsumowanie tygodnia, snucie planów, marzeń, dzielenie się obawami (…).”

To jest fragment z książki Krystyny Mirek, trzeciej części sagi rodziny Zagórskich z cyklu „Jabłoniowy Sad”. Książka lekka i przyjemna. Polecam.

Czytając ten fragment pomyślałam o mojej D. Pisałam trochę o niej tutaj.

D. jest w moim wieku, ale niepełnosprawna od urodzenia. Jeździ na wózku. Mężatka. Wychowywała się w Heim-ie w Niemczech. Teraz z mężem ma swoje trzypokojowe mieszkanie.

D. nie ma wzoru rodziny. Jej dzieciństwo było ciężkie. U niej sobota i niedziela podobna jest do dnia powszedniego. D. mówi, że jest perfekcjonistką, ma trzy koty, z którymi śpi, więc codziennie trzeba odkurzać jej łóżko w sypialni oraz całe mieszkanie, co drugi dzień myć podłogę, co drugi dzień zetrzeć kurze itp. itd. Obowiązki są wypisane na szczególnym formularzu, gdzie zaznacza się krzyżykiem, czy się to wykonało, czy nie. Kiedy zaczęłam u niej pracować i miałam u niej dyżur w niedzielę, pomyślałam sobie, że dzisiaj odetchnę od sprzątania. „Może pójdziemy na spacer? Może obejrzymy jakiś film? Może w coś pogramy?” – myślę sobie i uśmiechnęłam się do siebie.

Ale gdzie tam, gdy tylko zaczęłam dyżur, czar prysł. Jak zwykle musiałam wyciągnąć odkurzać i odkurzyć mieszkanie, nastawić pranie i wykonać wszelkie inne obowiązki, które były wymienione w formularzu. Lubię robić porządki, więc to dla mnie nic takiego. Dzień jak co dzień. To też moja praca.

Tylko to był szczególny dzień, to była Niedziela. Ja świętuję niedzielę w domu. Niedziela u mnie jest inna od innych dni tygodnia. To czas przede wszystkim dla mnie i rodziny.

Ogromnym zdziwieniem było też dla mnie to, że w Święta Wielkanocne czy Bożego Narodzenia też u D. pierze się i odkurza.

Rozmawiałam o tym z D. Proponowałam, by w sobotę upiec ciasto, posprzątać wszystko, a w niedzielę usiądziemy, pogadamy, obejrzymy fajny film, może kogoś zaprosimy na kawę i ciasto.

Chciałam pomóc. D. narzeka, że nie ma znajomych. Narzeka, że nikt nie chce kontynuować znajomości. Ale to ona czeka na zaproszenie innych, sama nie zaprasza. To ktoś do niej dzwoni, ona nie zawsze ma czas i urywa rozmowę. Nieraz a raczej ostatnio często, jak nie ma humoru, jest szorstka podczas rozmowy. Roszczeniowa. Taka jest. Jest z mężem, ale samotna. Ma wokół siebie fajnych ludzi, ale czas spędza tylko z asystentami, którzy u niej pracują. Już nie mówię o tym, że z jedną opiekunką gada na tę drugą. Jest mi nieraz u niej bardzo ciężko. Wciąż zgłębiam temat asertywności i pracy z trudnym podopiecznym. D. należy do tych trudnych.

Nie można nikogo zmienić na siłę. Jeżeli ktoś odrzuca naszą pomoc, radę, musimy to zaakceptowć.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *