Wymagający podopieczni

 

 

 

 

 

 

 

Umówiłam się dziś z Agnieszką na Brunch, czyli na późne śniadanie i wczesny obiad. Koleżanka Polka od lat mieszkająca na stałe w Niemczech. Pracujemy razem w jednej firmie. Jakoś chemia zadziałaa od razu i jesteśmy teraz dobrymi koleżankami. Dobrze mieć taką bratnią polską duszę. 🙂

Śniadanio-obiad za 6 Euro i szwedzki stół. Czyli jemy to co chcemy, pijemy to co chcemy. Mamy czas, bo obie mamy wolne, więc jest fajnie. Pogoda prawdziwie letnia. Wczoraj była burza, a dziś powietrze jest świeże. Jemy na zewnątrz.

Oczywiście, nie obyło się bez rozmów o firmie. Oszacowałyśmy, że w naszej firmie mamy 80-90 % tzw. wymagających pacjentów. Pacjentów z depresją, też ciężką, z Alzheimerem, Parkinsonem, nerwicą, anoreksją lub bulimią. Są pacjenci, którzy nie chorują na nic poważnego, są tylko niepełnosprawni lub starsi, ale z „charakterkiem wampirka energetycznego”. 10-20 % podopiecznych to osoby, z którymi bardzo fajnie się pracuje. Można się pośmiać, pogadać, obejrzeć film, posprzątać mieszkanie, ugotować coś dobrego.

Zauważyłyśmy, że są to osoby, które pracują lub pracowały i mają mniejszy lub większy krąg znajomych. Są towarzyskie i oprócz zainteresowania życiem opiekunów i sąsiadów mają własne zainteresowania i własne życie.

Jedna pani, z pochodzenia Polka, która kiedyś sama pracowała jako opiekunka w Niemczech, teraz sama potrzebuje pomocy, bo zachorowała na SM. Co tydzień w czwartek chodzi na dyskoteki, ubierze się modnie (jest po pięćdziesiątce), umaluje, uśmiechnie i jedzie wózkiem na dyskotekę. Na dyskotece poznała kilka miesięcy temu faceta trochę młodszego od niej, pełnosprawnego, fajnego i są na razie razem.

Staramy się z koleżanką pracować z trudnymi pacjentami tak, by siebie tak bardzo nie obciążać psychicznie i fizycznie. Nie jest to łatwe, jest to nieraz bardzo, bardzo trudne. Zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś nie chce żyć i codziennie słyszę, że jest źle, tragicznie, on znowu się źle czuje, firma jest zła, opiekunki niedobre i żadne moje rady ani rady innych ani rady lekarza nie pomagają, trzeba tego pacjenta zmienić.

Nie lubię zmiany podopiecznych, ale nieraz po prostu trzeba to zrobić dla własnego zdrowia. Zwłaszcza jak siada nam zdrowie psychiczne.

Agnieszka pracowała z dziewczyną na anoreksję, młodą dziewczyną ale roszczeniową, tak jak roszczeniowi byli jej rodzice. Agnieszka nie jest lekarzem, psychologiem lub terapeutą. Rodzice oczekiwali od niej cudu. Agnieszka pracowała z nią ponad rok. Było jej ciężko, ale chciała wytrzymać. Próbowała wszelkich sposobów ochrony siebie i zachowania równowagi psychicznej i fizycznej. Chiała pomóc dziewczynie. Ale przegapiła moment, gdy zmęczenie, brak chęci do pracy, przeziębienia uniemozliwiały jej normalną pracę. Przegapiła moment, gdy poczuła się „wypaloną”. Zaczęła mieć duszności w pracy. Ciało się upomniało i pół roku nie mogła pracować. Wszelkie badania nic nie wykazały. Zmieniła podopieczną. Ja chyba też muszę to zrobić. Agnieszka czuje się teraz dobrze.

Nie bójmy się rozmawiać z firmą i zglosić zmianę, jeżeli czujemy, że już jesteśmy bardzo zmęczeni swoją pracą z jedną osobą. Nie bójmy się zmienić podopiecznego. Często zdarza się, że my wytrzymaliśmy w tej pracy rok, a dotychczas co dwa miesiące podopieczny miał zmianę opiekuna, nikt dłużej nie wytrzymywał. Chrońmy siebie.

Komentarz do “Wymagający podopieczni

  • Lipiec 29, 2017 o 7:57 am
    Permalink

    A ja zawsze mówię, ż choroba nie sprawia, że wszystko nam wolno,że jesteśmy na szczególnyh prawach. Chcemy, żeby traktować nas normalnie? O.K, ale i nas to obowiązuje.
    P.S. W Niemczech każdy chory/niepełnosprawny ma zapewnioną taką opiekę, czy to prywatnie?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *