O dziwnościach i przyzwyczajeniach naszych pacjentów

Każdy z nas jest inny, każdy z nas ma inną przeszłość, miał inne dzieciństwo, niesie przez życie inny bagaż doświadczeń, przebywał wśród innych ludzi. Pracował lub nie.

Gdy pracujemy z drugą osobą jako jej opiekun w jej domu i przebywamy z nią pod jednym dachem 24 h, mamy możliwość poznania jej nawyków i przyzwyczajeń, jej trybu życia, rutynowych i mniej rutynowych czynności. Również tych innych od naszych, które ona uważa za normalne, a my uważamy za dziwne. Również, gdy pracujemy w biurze z inną osobą 8 h, zdarza się, że ktoś je na śniadanie surowe marchewki, albo nie lubi kawy, a my uważamy to za dziwne. Prawda?

Zaakceptować inność, innych normalność

Jeżeli to nie szkodzi nam, naszemu zdrowiu i zdrowiu naszego pacjenta, radzę inność zaakceptować. Inną rzeczą jest nawyk palenia w biurze, w domu pacjenta, w przedziale, w pokoju hotelowym a nie w przeznaczonym do tego miejscu. Tego nie można zaakceptować.

Moje doświadczenia:

Młoda M. bardzo zwraca uwagę na czystość w jej dwupokojowym mieszkaniu. Przebywa tu tylko opiekunka i ona. Ewentualnie ergo- i fizjoterapeuta. Bardzo rzadko ktoś ją odwiedza. M. w tygodniu pracuje od 8.00 do 12.00. Nie ma kto w tym mieszkaniu brudzić, robić nieporządku. Ona jeździ na wózku inwalidzkim. Jest czysto, ale sprzątać trzeba. Ona nawet pomoże w sprzątaniu, ale wiadomo, że większość rzeczy musi zrobić opiekunka. Jest młoda i swoje życie podporządkowała czystości w mieszkaniu. Chce, by było perfekcyjnie. Jest lista czynności, które trzeba zrobić codziennie. Odkurzanie, mycie podłóg kilka razy w tygodniu. Po co? Na co? Trochę jest to dla opiekunów bez sensu, bo po prostu nie ma czego sprzątać. JEST CZYSTO.

Ale co zrobić? Walczyć? Pouczać? Próbować zmieniać?

Ja akceptuję.

Przecież sprzątam w godzinach mojej pracy. Mogłabym w tym czasie coś smacznego przygotować do jedzenia (M. nie chce, je tzw. „gotowce”), wyjść z nią na spacer, do kina, na jogę dla jeżdżących na wózku, dowieźć na spotkanie z przyjaciółmi, na szkolenie czy kurs. Jest młoda. Po trzydziestce. Ma „morze” możliwości. Ona nie chce. Gdy ja sprzątam ona wydzwania do firm telekomunikacyjnych, bo zawsze, ale to zawsze, ma problem z telefonem czy laptopem lub z rachunkiem za telefon i telewizor. To jest jej za drogo, a to nie tak naliczone. To nic, że to my moglibyśmy jej w większości przypadków pomóc bądź coś wytłumaczyć. Ona musi zadzwonić.

To jej życie. Jest zdrowa, nie może tylko chodzić i ma ograniczoną sprawność rąk. Tak chce żyć.

Skąd się bierze jej nadmierna dbałość o porządek? Gdy przyjeżdża mama M. potrafi wytknąć jej palcem, gdzie jest według niej nie posprzątane. Wiem. Straszne. M. miała ciężkie dziedziństwo, ciężkie relacje z mamą. Była w domu opieki. Była w depresji. Gdy przychodzi do jej domu opiekunka, ona chce pokazać, że ona tu rządzi, że jest silna, że jest niedostępna. Myśli, że jak będzie tak postępować, to zachowa kontrolę nad życiem. Rozmawiamy, mamy dobre relacje, ale nawyk perfekcyjności pozostał.

Eva, też młoda, wymyśliła sobie pewnego dnia, że będzie jeść na śniadanie obiad, później będzie miała długą przerwę, a wieczorem będzie jeść to, co zazwyczaj na śniadanie. Odchudza się. Ma dużo nadprogramowych kilogramow. Dyskutowałyśmy nad tym, bo ja nie mam problemów z nadwagą. Mówiłam, jak ja robię, jak jem. Wiadomo, ja jestem mobilna, ona na wózku inwalidzkim. Ona tak chce, a nie inaczej.

Akceptuję to.

Czy dla mnie jest problemem przygotować obiad przed śniadaniem lub poprzedniego dnia wieczorem? Nie. Po śniadaniu (obiedzie) mam więcej wolnego.

Albo umyśliła sobie, że będzie nosić męskie bokserki. Ot tak, pewnego dnia zakupiła męskie bokserki. Musi zakładać podkład. To nic, że te bokserki nie zdają absolutnie egzaminu, są zbyt luźne, że damska bielizna była odpowiedniejsza, że wszystko jej przecieka, że jest więcej przebierania i prania. Robię to w godzinach mojej pracy. Rozmawiam z nią, czy nie lepiej byłoby powrócić do damskiej garderoby. Nie lepiej. Akceptuje to. Nie walczę.

Często my również mamy takie fazy. Biegamy naraz o 5 rano lub przechodzimy na dziwną dietę. Poźniej to zarzucamy. Moi pacjenci też mają takie fazy. Które przemijają albo pozostają na dłużej.

Doris była przewrażliwiona na punkcie swoich kotów. Tylko jakiś kichnął zaraz musiałyśmy jechać do weterynarza, bo ona mówiła, że chory. Trzeba było złapać kota i włożyć do przewoźnego kontenerka. Nieraz potrzebowałyśmy do tej „operacji” drugiej opiekunki. Cały ambaras. Lekarz dawał placebo, ona uszczęśliwiona, spokojniejsza. Wracałyśmy zmęczone, bo i daleko, bo tłok w autobusie, kot bardzo przeżywał wizyty u weterynarza, był agresywny i niespokojny. Moja pacjentka też. Rozmawiałam z nią na ten temat. Nie dawała się przekonać, by poczekać i poobserwować kota. Nie dało rady. Trzeba była jeździć. Robiłam to w ramach mojej pracy. Zaakceptowałam.

Doris miała też manię robienia zakupów. Jak kupowała to 10 par legginsów lub podkoszulek naraz. Jedne wyrzucała, drugie kupowała. Gdy pytała o moją opinię, mówiłam, co myślę. Ale to życie Doris i jej pieniądze. Gdyby kupowała i zadłużała się i przez to nie miała na chleb, oczywiście zareagowałabym.

Ciężko jest nam nieraz zaakceptować tą inność, tą dziwność w pracy z seniorami. Ale jeżeli ta dziwność nas osobiście nie dotyka, nie rani, a tylko wymaga naszego dodatkowego zaanagażowania, dodatkowej pracy, pracy innej niż u innych seniorów, robimy to w ramach naszej pracy i obowiązków, warto to zaakceptować. Nie przekonywać usilnie do naszych racji i naszych przyzwyczajeń, które naszym zdaniem wydają się lepsze.

Kiedyś w pracy zmieniała mnie opiekunka. Stwierdziła, że ona teraz jest panią tego domu i to ona teraz będzie tu rządzić. Nigdy nie wychodzę z takiego założenia. Ja tu tylko pracuję. Mam swoje prawa i obowiązki, ale nie zabieram przestrzeni pacjenta. Jeżeli ktoś przekracza moje granice, wymaga, by pracować poza ustalonymi wcześniej godzinami pracy, reaguję od razu, rozmawiam, ustalam i uzgadniam.

I tak sobie myślę. Jeżeli ja na starość będę chciała między godz. 8.00 a 9.00 przed toaletą poranną i śniadaniem wyjść z opiekunka na spacer, nawet, gdy jest zima i mróz (można ciepło się ubrać) i pada deszcz (jest parasol), czy zrobiłybyście to z akceptacją? Czy byłaby to dziwność do zaakceptowania przez was? Bo przecież każdy senior o tej porze przygotowuje się do śniadania. Ale skoro opiekunka zaczyna pracę o 8.00 to dlaczego nie iść z nią najpierw na spacer, jak o to prosi, później zrobić toaletę poranną i śniadanie. Byłoby później, niż u innych. Ale dlaczego nie? Byłabym wtedy trudnym pacjentem?

Nieraz mówimy nie, bo nie. Niech będzie tak jak u innych. Ale przecież każdy człowiek jest inny.

Czy akceptujemy inne, inne niż nasze, wybory naszych dzieci? My, praca od 8.00 – 16.00. Spłacanie kredytu hipotecznego przez 30 lat. Niska pensja, ale stała. A córka postanawia być YouTuberką, na przykład. I tak zarabiać.

Dlaczego o tym piszę? Bo wiem jak my opiekunki reagujemy na tę inność. Tak trudno jest nam ją zaakceptować.

Ku przemyśleniu

Pozdrawiam Was serdecznie

Krysia

 

4 thoughts on “O dziwnościach i przyzwyczajeniach naszych pacjentów

    • Lipiec 4, 2019 o 5:12 pm
      Permalink

      Jest, jest. Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
  • Lipiec 25, 2019 o 1:24 pm
    Permalink

    Zgadzam się z Tobą w 100%. Niestety takie otwarte podejście do tego tematu jest jeszcze rzadkością. Cieszę się, że o tym piszesz 🙂

    Odpowiedz
    • Lipiec 26, 2019 o 8:22 am
      Permalink

      Dzięki Karolina za komentarz. To podejście sprawia, że mi się lepiej pracuje. Pozdrawiam

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.