Ostatni dzień mojego dyżuru. Wstaję jak zwykle o 4.30. Ogarniam się i o 5.00 wchodzę do pokoju mojej młodej podopiecznej. Budzę Evę. Mówię „Dzień Dobry”, Ewa odpowiada, ale dziś coś niemrawo i dziwnie. Zapalam lampkę. Nastawiam muzykę i wychodzę. Eva potrzebuje 5 minut na rozbudzenie.
Po 5 minutach wjeżdżam ze stolikem, na którym mam przygotowane środki do mycia i pielęgnacji ciała. Wykonuję rutynowe czynności pielęgnacyjne. Zagaduję. Eva nic. Odpowiada bardzo lakonicznie. Od niechcenia. „Nie ta Eva”, myślę. Zawsze rano, mimo tak wczesnej pory była gadatliwa. „Może denerwuje się zmianą opiekunów?”, rozważam. Dziś o 12.00 przejmuje ode mnie dyżur młody 30-latek. Nie narzucam się rozmową. W spokoju kontynuuję mycie, ubieranie, czesanie. Jak co dzień. Daję nam czas. Dowiedz się więcej
Biegnę. Cisza i spokój wokół nad jeziorem. Jest rześko. Pochmurno. Dziś będzie już chłodniej. Dobrze, że się zwlokłam, ubrałam dres i wyszłam. A jak wyszłam to biegnę. A tak mi się nie chciało … „Pasja też gryzie”, gdzieś przeczytałam. Mimo, że lubię biegać wcześnie rano i czuć ten powiew świeżego powietrza, wiem, że takie bieganie dodaje mi sił, to nieraz odpuszczam. Kiedyś odpuszczałam na kilka miesięcy, dziś odpuszczam na jeden, dwa dni. Bo stare nawyki, przyzwyczajenia powracają. Słyszę śpiew ptaków. Jest dobrze. Mimo, że jutro jadę do pracy po długiej przerwie, mam spokój w sobie. Też mi się nie chce pakować, zostawiać rodzinę i jechać „w świat”. Dziś szukam pozytywów i w spokoju się pakuję.
Święta, święta i po świętach …