Jak pracuję z trudnymi pacjentami …

Wiele razy szukałam informacji w internecie, jak możemy reagować w sytuacjach, gdy osoba chora, niepełnosprawna, starsza, nie ma humoru, „wstanie lewą nogą”, coś ją boli, coś jej dolega i całą frustrację przelewa na nas, bo my jesteśmy najbliżej niej. Zastanawiałam się, jak mam ochronić siebie.

Jest słotno. Jest mokro. Jest wietrznie. Jest ciemno. Niby zima a czujemy się jak podczas jesieni, gdyż za oknem taka właśnie jest pogoda. Nie ma mrozu ani śniegu. Czujemy się średnio w taką pogodę, zwłaszcza rano. Nie chce nam się wstawać, gdy dzwoni budzik. Jest tak cieplutko w ciepłym łóżeczku.

Nasi pacjenci czują się różnie. Jesienią i zimą, kiedy dni są przenikliwie wilgotne i ciemne są jakby bardziej drażliwi, czepiający, niecierpliwi … .

O mojej Młodej pacjentce, niepełnosprawnej fizycznie, jeżdżącej na wózku inwalidzkim od urodzenia, o mojej C. chorej od ponad 20 lat na stwardnienie rozsiane (SM), mającej początki demencji, o młodej M., o Elizie chorej na Alzheimera, o Doris i o panu H, chorego na Parkinsona, mówi się, że są to tzw.„trudni” pacjenci. Dlaczego trudni? Gdyż po pierwsze cierpią na nieuleczalne choroby: Parkinson, Alzheimer, stwardnienie rozsiane, a po drugie choroba, starość sprawiają, że nie zawsze są mili, życzliwi i radośni. „Mają swoje za uszami”. Jak każdy zresztą.

Kiedyś dzwoniłam do koleżanek i pytałam „Jak mam sobie poradzić w sytuacji, kiedy pacjent wylewa na mnie swoje frustracje, „wbija mi szpilę pod żebro, jest dla mnie nieprzyjemny a ja pracuję moim sercem. On mnie rani!”.

Czy tacy są tylko nasi pacjenci w Niemczech? Właśnie nie. Tacy mogą być nasi starsi rodzice lub nasz partner czy nie radząca sobie ze swoim życiem teściowa. Znacie sytuacje, gdy ktoś z nudów czepia się drobnostek lub szuka winnych swojego złego samopoczucia? Jesteście najbliżej i „obrywacie”. Jest Wam niezmiernie przykro, bo poświęcacie swój czas, pomagacie, jesteście na każde zawołanie a ktoś odpłaca się wam okropnym zachowaniem. Zamiast podziękować, atakuje.

Pytałam się sama siebie, dlaczego tak jest, że wykonuję swoją pracę dobrze, podchodzę do ludzi z szacunkiem i życzliwością a druga osoba potrafi mnie zranić. No i cóż, wynika to rzeczywiście z choroby pacjenta i z wieku oraz związanych z tym dolegliwości. Tak, ale zdarza się również, że wynika to z charakteru pacjenta. Jesteśmy pierwszymi, często jedynymi osobami, do słownego czepiania się za nic lub wyładowania frustracji. Gdy pracowałam z Elizą chorą na demencję wiedziałam, jakie są jej reakcje. Wiedziałam, że nie jest sobą. Wiedziałam, że może być trudno. Gdy pracuję ze zdrowymi ludźmi, którzy są tylko niepełnosprawni fizycznie, trudniej zrozumieć jest ich zachowanie.

Przede wszystkim: Chroń siebie.

Czytałam, praktykowałam, próbowałam. O asertywności i radzeniu sobie w trudnych sytuacjach, o swoim „cieniu”, buncie, złości, gniewie, pisałam już tutaj. Teraz  doszłam do takich wniosków …

Przede wszystkim: chronię siebie. Zauważyłam, że czym jestem pewniejsza siebie i czym większe jest moje poczucie własnej wartości, czym jestem wewnętrznie silniejsza, tym lepiej radzę sobie w stresujących i trudnych sytuacjach. Jeżeli pacjent mruczy pod nosem jakby z niezadowolenia (moja interpretacja), „chrycha i prycha”, nie smakuje mu śniadanie (choć wcześniej robiłam takie samo i mu smakowało), „stroi miny”, nie reaguję. Nie pozwalam, by jego niezadowolenie, wpłynęło na moje samopoczucie. Nie pozwolę, by zepsuło mi dzień. Oczywiście pytam, czy coś się stało, czy źle się czuje, czy coś go boli. Jeżeli zaprzecza, zostawiam to. Najczęściej mu przechodzi. Osoby niepełnosprawne miewają stany depresyjne i ranki są dla nich trudne, zwłaszcza jesienią i wczesną wiosną. Nieraz potrzebna jest podopiecznemu i nam cisza. Jeżeli ta cisza nas nie drażni, to znaczy, że tak trzeba pracować.

Kiedyś gotowałam się w sobie, gdy podopieczny np. zarzucił mi, że za mało z nim rozmawiam. Taka błahostka, która urosła do rangi problemu lub zarzucał coś, co nie miało miejsca. Reagowałam nerwowo, byłam zdenerwowana, zatrzęsły mi się ręce, głos się łamał.

Ile razy pacjent zarzuca wam, że za dużo wydałyście na jedzenie, że obiad zbyt gorący lub zbyt zimny, łożko nie tak zaścielone jak trzeba. „Szuka dziury w całym”, bo po prostu nie radzi sobie sam ze sobą, ze swoją chorobą, starością i ze swoimi emocjami. Czym mniej reaguję, tym rzadziej takie sytuacje się zdarzają. Wiem też, że ludzie starsi lubią sobie ponarzekać, poużalać się nad sobą i nad swoim losem.

Czy trzymam złość w sobie? Nie. Bo nie ma we mnie złości. Rozumiem sytuacje, czytam o chorobie, obserwuję i rozmawiam. Jeżeli ktoś przesadza, rozmawiam. Rozmawiam, gdy coś jest niejasnego odnośnie przerwy. Rozmawiam, gdy ktoś coś mi zarzuca. Wyjaśniam. Komunikacja jest kluczowa w tej pracy. Nie walczę. Gdy walczyłam, nie czułam się dobrze. Moralizowanie, krytykowanie, podnoszenie głosu, myślenie, że tylko ja mam rację. To nie mój sposób rozwiązywania problemu. Walka do niczego nie prowadzi, gdyż ktoś w walce przegrywa i wygrywa. Nie o to chodzi. Bynajmniej u mnie.

Mam stałych pacjentów, więc dobrze ich znam. Oprócz pracy mam swoje hobby, czytam, biegam, wyciszam się, chodzę do kawiarni w czasie wolnym. Wzmacniam siebie i przez to mój „pancerz ochronny”również się wzmacnia. Pracuję w domu pacjenta, jestem z nim 24 h, ale mam też swoje życie w swoim czasie wolnym, w przerwie mojej pracy. Przez to pracuje mi się lepiej.

Jak Wy, drodzy Czytelnicy, radzicie sobie w pracy? Macie dużo trudnych sytuacji?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.