Piszę swój „zeszytowy” pamiętnik gdzieś od 30 lat już. Dziś czytałam swoje notatki z trudniejszego okresu mojego życia. Natknęłam się na taki wpis. Przytaczam dosłownie, to, co napisałam pewnego dnia i pewnego roku. Poczytajcie mój wpis z przeszłości, zapraszam.
26 kwietnia, godz. 10.09, 2 dni przed moimi urodzinami, w domu
Chcę pięknie żyć. Chcę pracować. Chcę poznawać nowych ludzi. Chcę poznawać nowe miejsca. Zastałam się, wpadłam w „bezruch”. Nie robię wiele, oprócz prania, sprzątania, zakupów, gotowania, czytania i drobnych rzeczy (przeglądanie stron z ofertami pracy). Dowiedz się więcej
Biegnę. Cisza i spokój wokół nad jeziorem. Jest rześko. Pochmurno. Dziś będzie już chłodniej. Dobrze, że się zwlokłam, ubrałam dres i wyszłam. A jak wyszłam to biegnę. A tak mi się nie chciało … „Pasja też gryzie”, gdzieś przeczytałam. Mimo, że lubię biegać wcześnie rano i czuć ten powiew świeżego powietrza, wiem, że takie bieganie dodaje mi sił, to nieraz odpuszczam. Kiedyś odpuszczałam na kilka miesięcy, dziś odpuszczam na jeden, dwa dni. Bo stare nawyki, przyzwyczajenia powracają. Słyszę śpiew ptaków. Jest dobrze. Mimo, że jutro jadę do pracy po długiej przerwie, mam spokój w sobie. Też mi się nie chce pakować, zostawiać rodzinę i jechać „w świat”. Dziś szukam pozytywów i w spokoju się pakuję.
Święta, święta i po świętach …
Biegając wcześnie rano układałam sobie w głowie dzisiejszy wpis. Zaraz po odstawieniu mojej Nowej Podopiecznej o 6.20 do pracy chciałam zaraz się ubrać w dres i iść pobiegać, ale klik, przyszła wiadomość od koleżanki z Berlina przez WhatsApp. Przeczytałam, odpisałam, życząc jej miłego dnia. Ach, co tam. Zajrzałam na Facebooka. Przysiadłam na chwilę …. a to zleciało pół godziny. No i zaraz zachciało mi się spać. „Iść na bieg? Brrr zimno. Położyć się do łóżka i zdrzemnąć? OOO tak …”. Po negocjacjach z sobą i wygraniu z sobą, poszłam biegać.
Patrzę przez okno. Jest bardzo słonecznie, ale wciąż mroźno. Jeszcze nie wiosna, jeszcze nie czas. Dziś niedziela. W Niemczech supermarkety są pozamykane w weekend. Cisza i spokój. Nie mam ładnych widoków z okna. Tylko LIDL, budynki mieszkalne i duży parking. Dostrzegam parę, która się kłóci. Nie słyszę głosów, ale poznaję po ruchach i zachowaniu, że On znowu jest niezadowolony, czegoś chce, czegoś żąda. Wymachuje przed nią rękoma z papierosem w ustach, ona się kuli … .
Jest czwartek i mój ostatni pełny dzień pracy z C., chorą na stwardnienie rozsiane. O niej pisze